piątek, 11 lipca 2014

Rozdział jedenasty


Obudziłam się u boku mojego chłopaka, jak co dzień. Patrząc się na niego czułam szczęście, radość, miłość i wszystko, co dobre. Kocham go najmocniej na świecie i nic tego nie zepsuje, mogłabym dla niego poświęcić moje życie. Nie jestem wstanie opisać dokładnie tego uczucia, jakim go darze. Wyjęłam rękę z pod kołdry i głaskałam go po policzku, powoli otwierał oczy.
-Hej kochanie- powiedział zaspany.
-Hej- patrzyliśmy się prosto w oczy z uśmiechami na twarzy. Te jego niebieskie oczy, jakbym widziała w nich błękitny, cichy ocean. Po chwili się pocałowaliśmy bardzo namiętnie.
-Zrobisz mi śniadanie?- powiedziałam, co chwile odrywając się od jego ust. 
-Chciałabyś!- chwycił mnie za pośladek.
-Ale ja tak ładnie proszę- uśmiechnęłam się do niego, nagle ktoś zapukał do drzwi. 
-Co?- zawołał Jay.
-Mogę wejść?- po głosie było poznać, że to Max.
-Pewnie- powiedziałam, a Jay się na mnie popatrzył wkurzoną miną. 
-Idziemy dzisiaj na wspólny obiad do restauracji rozumiem, że idziecie z nami?- zapytał
, a na twarzy pojawił mu się głupawy uśmiech.
-Tak! Wynoś się!- krzyknął Jay. –To na czym skończyliśmy?- chciał mnie pocałować ale mu na to nie pozwoliłam.
-Że ja pójdę się umyć, a Ty mi zrobisz śniadanie- wyplątałam się i podeszłam do walizki. Do obiadu dużo czasu więc mogę się ubrać luźniej. Wybrałam zwykłe czarne legginsy i bluzkę na długi rękaw, chwyciłam ubrania i poszłam do łazienki.  Najpierw ubrałam się w przygotowane ubrania, a następnie przemyłam twarz ciepłą wodą, umyłam zęby, nasmarowałam twarz kremem i związałam włosy w niedbałego koka. Taka wyszłam z łazienki, sprawdziłam czy w pokoju nadal śpi Jay. Nie ma go. Czyli robi śniadanie, grzeczny chłopczyk. W pokoju tylko chwyciłam za telefon i zeszłam na dół. Czekała na mnie cała gromada, wszyscy siedzieli przy stole i zajadali naleśniki. Przy kuchence stał Jay i Siva, którzy smażyli te pyszne naleśniczki. Podeszłam do mojego chłopaka i przytuliłam się do niego od tyłu. 
-Ja poproszę z dżemem i posypane cukrem pudrem- popatrzył się na mnie jednym okiem, a ja się zaczęłam się szczerzyć. Wypuściłam go z moim objęć  i usiadłam przy stole pomiędzy Nathanem, a Maxem. Wzięłam w rękę gazetę, która leżałam koło mnie. Czytałam sobie każdą stronę po kolei, nagle natrafiłam na artykuł o zabójcach, którzy uciekli w najbliższym czasie z więzienie w Londynie. Czytałam te nazwiska po kolei i patrzyłam jak wyglądają. Czytam i czytam i nagle przeczytałam jedno nazwisko, którego w tym momencie nie umiałam przeczytać. Nie mogła w to uwierzyć, tam pisze Colton Rudloff i jest jego zdjęcie. Chwyciłam się za twarz i zaczęłam płakać. Wszyscy się wystraszyli i patrzyli na mnie jak powaleni. Tylko leciały pytania typu „Kristen, co się stało?”, „Nic Ci nie jest?”. Jay podleciał do mnie i mnie mocno przytulił, kazał mi wstać i zaprowadził mnie na kanapę w salonie.   
Byłam w niego tak mocno przytulona, nie wiedziałam co ma teraz zrobić, przecież to nie może być prawda. 
-Cichutko, nic się nie stało kochanie- uciszał mnie ale to jeszcze bardziej powodowało u mnie łzy. 
-Podaj mi gazetę- powiedziałam do niego przez płacz. Po chwili gazeta była przede mną. Chwyciłam ją do ręki i niechętnie patrząc zobaczyłam, że to prawda. To on! To on, mój były chłopak! Przecież on zginął w katastrofie lotniczej, a teraz uciekł z więzienia. 
-Niee!- w tym momencie wpadłam w histerię i panikę. Jay wziął mnie na ręce i wstał, widocznie zanosił mnie do sypialni. Po wejściu do pokoju położył mnie na łóżku i przykrył kołdrą, ja się skuliłam w kulkę. Jay przytulił się do mnie i pocałował w czoło. 
-Przyniosę Ci herbatę kochanie, pamiętaj kocham Cię- wyszedł. Ocierałam moje łzy kołdrą i co jakiś czas pociągałam nosem. Po jakiś 5 minutach, wrócił i postawił kubek z gorącą herbatą na stoliku koło łóżka, położył się koło mnie i przytulił pod kołdrą. Przynajmniej przez niego się uspokoiłam. Odwróciłam się do niego przodem. 
-Chcesz wiedzieć całą prawdę?- zapytałam. 
-Jak masz siłę- zabrał kosmyk włosów, który spadał mi na twarz. Zaczęłam mu to wszystko opowiadać, całą historię, szczegół do szczegółu. Zajęła mi to 30 minut.- Zawieziesz mnie do domu?- zapytałam.
-Nie chce zostawiać Cię samą- jeździł palcami po mojej dłoni. Widziałam w jego oczach troskę i smutek. 
-Pójdę z wami na obiad, a jeśli chcesz mieć mnie przy sobie to zostań u mnie na noc.
-Dobrze- lekko musnął moje wargi.

* 2 godziny później * 

Czuję się już o wiele lepiej niż parę godzin temu. Mogę już normalnie funkcjonować, za chwilę Jay mnie odwozi do domu i przygotuję się na obiad. Muszę poszukać jakiejś ładnej sukienki, ładnie się pomalować i ułożyć włosy. Wyczuwam, że długo mi to zajmie.  Loczek chwycił moją walizkę i zaniósł do czarnego kabrioletu, dał na tylne siedzenia. Pożegnałam się ze wszystkim mówiąc na głos „spotkamy się na obiedzie”. Wsiadłam do samochodu ani nic z tych rzeczy i włączyłam cicho radio, po chwili dołączył do mnie Jay. Jechaliśmy w ciszy ale nie było sztywno, było idealnie. Dotarliśmy na miejsce po 15 minutach, tak jak wcześniej, chłopak zabrał bagaż i skierowaliśmy się w stronę mojego domu. Otworzyłam drzwi wejściowe i zdjęłam buty w korytarzu. 
-Misia ja muszę się zbierać, bo na obiad muszę się wystroić- położył walizkę przy ścianie.   
-Okey, przyjedziecie po mnie?- dałam mu na pożegnanie buziaka w usta.
-No pewnie, przyjdę pod same drzwi- zaczął się śmiać. 
-Haha będę czekać. Papa- gdy wyszedł zamknęłam za nim drzwi.- Muszę się wziąć w garść, za 2 godziny przyjadą po mnie- powiedziałam do siebie. Pobiegłam na górę do garderoby. Przeszukiwałam pełno sukienek, nie sukienek, coś co by się nadało do wyjścia. Aż nagle zobaczyłam cudo! Tak to będzie idealne!







Powiesiłam ją na wieszaku, żeby się nie pogniotła i poszłam w stronę łazienki. Zabrałam ze sobą jeszcze jasną bieliznę. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic, umyłam się żelem pod prysznic, a następnie umyłam włosy. Gdy wyszłam z pod prysznica owinęłam ręcznik nad piersiami i wysuszyłam włosy. Musiałam się jeszcze pomalować i bawić się z włosami ale miałam wizję. Pomaluję się a potem zrobię fryzurę, bo to trochę mi zajmie. Hah. To najpierw nałożyłam puder, a następnie tusz, pomalowałam powieki i nałożyłam różowy błyszczyk. Od razu poszłam schować błyszczyk i tusz do torebki. Wyglądałam nawet ładnie xd  Okej…teraz włosy. To zacznę od poczesania ich xd Następnie lokówką zrobiłam końcówki, matko nawet wyglądam jak „ciemna” Ariana Grande xdd Poszłam po sukienkę, a następnie włożyłam ją. Zobaczyłam do lustra, i jest wielkie WOW. Muszę częściej się tak ubierać. Zobaczyłam na zegarek, za 10 minut Jay ma zapukać do drzwi. Schowałam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy i zeszłam na dół. Postanowiłam ubrać szpilki. Teraz wystarczy czekać. Jeju kiedy on przyjdzie, czekam i czekam. Aha zapomniałam, muszę ubrać czarną marynarkę bo mi zimno będzie. Nagle zobaczyłam jak limuzyna podjeżdża pod dom. Nareszcie! Usłyszałam, że Jay wchodzi po schodkach, które prowadziły do drzwi. Gdy zapukał, od razu otworzyłam drzwi. Jego mina była bezcenna. 
-Co źle wyglądam? – zaśmiałam się i dałam mu buziaka w policzek. Nareszcie byliśmy równego wzrostu!
-Wyglądasz ślicznie!- powiedział i chwycił mnie za rękę. 
-Ty też niczego sobie- był ubrany w czarne spodnie i elegancką marynarkę. Razem wyglądaliśmy pięknie. Reszta stała przed limuzyną i palili papierosa. Gdy nas razem u widzieli, aż zaczęli kaszleć dymem z fajki. Pojechaliśmy wreszcie do restauracji, a była niczego sobie, taka elegancka. Po obiedzie Jay pojechał ze mną do mnie, obejrzeliśmy film i poszliśmy spać.   


                                                                                _____________ 

Oto jest następny! Nie wiedziałam, że tak szybko napiszę 11 rozdział ale to chyba zasługa nowego szablonu, który jest moim zdaniem przepiękny! Informuję was, że zmieniłam kapkę bohaterów więc sobie zobaczcie >>> miło jeśli wyrazicie swoją opinię w komentarzu i dodacie się do obserwujących. Piosenka na dziś >>> https://www.youtube.com/watch?v=2Ek3WMM7I-0


wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział dziesiąty

Jeżeli dzisiaj wracamy do domu to znaczy, że powinienem się spakować. Lecz najpierw przygotuje sobie ciuchy, w których wrócę do domu, wybrałem te nowe, co wczoraj kupiłem z Kristen w galerii. Zapowiadała się brzydka pogoda, ubrałem czarne rurki i czarną koszulkę z dużym narysowanym kompasem, do tego założę czarno-białą bandamkę. Położyłem ubrania na łóżko, w którym jeszcze spała Kristen i zacząłem pakować wszystkie moje rzeczy do walizki. Gdy byłem spakowany, nie wiedziałem, co zrobić. Wyszedłem z pokoju, gdy zauważyłem na korytarzu Nathana. 
-O której wracamy?- zapytałem witając się z przyjacielem. 
-Podobno za 20 minut mamy być już pod hotelem, więc musimy się zbierać. Jest dużo fanów, czekających na nas. 
-Ok, to ja idę obudzić Kristen- przybiłem Nathanowi piątkę i wróciłem się do pokoju. Zauważyłem, że dziewczyna stoi przy walizce i pakuje rzeczy. Podszedłem do niej i dałem jej buziaka w policzek. 
-Już wstałaś kochanie? Właśnie miałem Cię budzić, bo za 20 minut wyjeżdżamy.
-Wiem, słyszałam jak gadasz z Nathem w korytarzu- posłała mi miły uśmiech. 
Oczami: Kristen
Podniosłam się z ziemi i chwyciłam do ręki czarne legginsy i białą dłuższą koszulkę z cyfrą 67. Poszłam do łazienki, zdjęłam piżamę i weszłam pod prysznic. Gdy skończyłam brać kąpiel ubrałam się w przygotowane ciuchy i skorzystałam z toaletki. Poczesałam włosy, a następnie je wyprostowałam, gdy przez ich wyprostowanie wydawały się o dużo dłuższe. Po ogarnięciu się wyszłam z łazienki i chwyciłam za bagaż, chłopców słyszałam aż na dole i okrzyki oparzonych fanek. Otworzyłam drzwi i rzuciłam ostatni wzrok na pokój czy jest pusty, zamknęłam drzwi na klucz. Szłam po schodach w dół, zobaczyłam Maxa i Sive przy recepcji, musiałam iść w ich stronę, bo musiałam oddać klucz. Po oddaniu malutkiego kluczyka, podeszłam do Sivy i Maxa.
-Hej, a Wy co tak stoicie?- uśmiechnęłam się.
-Czekamy na resztę, reszta jest z fanami- powiedział Siva. 
Po niedługim czekaniu z chłopakami nareszcie mogliśmy ruszyć do domu. Dochodziło południe, a ja się czuje zmęczona jakby dochodziła 16:00. Wszyscy wyszliśmy tylnymi drzwiami, żeby fanki nas nie oblały ze wszystkich stron. Bus już na nas czekał, zajęliśmy te same miejsca, co przy każdym wyjazdem z hotelu. Czekała mnie paro godzinna jazda z tymi idiotami jednym pojazdem. Odkręciłam butelkę z wodą i wzięłam łyka, po czym podałam ją Jayowi, bo prosił czy może się napić. Oparłam się ręką o okno, patrzyłam się przez nie i nagle zasnęłam.

***

Nagle poczułam mocne uderzenie o siedzenie, które znajdowało się przede mną.
-Matko, Kristen nic Ci nie jest?- Jay chwycił mnie za głowę i odwrócił ją w swoją stronę. Ledwo widziałam na oczy tylko czułam jak krew mi kapie z czoła. Zauważyłam, że Max wychodzi z busu, chyba tak jak reszta. Chłopak chwycił mnie pod kolana i za plecy, biorąc mnie na ręce. Oparłam głowę o jego tors i zamknęłam oczy, po chwili zasnęłam.
Oczami: Jaya 
Przez te pojebane auto musimy siedzieć na jakimś brudnym przystanku, jeszcze Kristen krwawi.
-Kelsey!- zawołałem siadają na przystanku z dziewczyną na rękach. Kelsey szła w moją stronę.
-Tak?- zapytała, klękając przed nami.
-Przemyjesz ją z tej krwi i opatrzysz ranę? Ja nie dam rady.
-Pewnie tylko przyniosę z busu apteczkę- uśmiechnęłam się i pobiegła. 
Chłopcy zmieniali oponę, bo najwyraźniej się przebiła, odchyliłem Kristen włosy z twarzy, była taka piękna, a spotkał ją taki los. Miała zamknięte oczy i nawet nie mogłem nic teraz zrobić. Dobrze, że zasnęła bo musi odpocząć. Po chwili przyszła Kelsey a wraz z nią Nareesha.
-Dziękuję- powiedziałem w stronę dziewczyn i posłałem im uśmiech.
-Rodzinie się pomaga- powiedziała Nareesha i odwzajemniła uśmiech.
Opona była zmieniona, więc mogliśmy dalej jechać. Wszedłem do pojazdu z Kristen i posadziłem ją na siedzeniu ale głowę oparłem o moje ramię.
Oczami: Kristen
Obudziłam się oparta o Jaya, od razu dotknęłam mojego czoła, miałam na około głowy bandaż.
-Co się stało?- powiedziałam nawet nie wiem, do kogo.
-Uderzyłaś się o siedzenie przed tobą jak kierowca szybko zahamował- powiedział Tom. Siedział przede mną.  Usiadłam prosto, po chwili zerknęłam na Jaya, ten spał. Taki mój słodziak! Minęły 2 godziny a byliśmy już w domu.
-Jay wstawaj!- poklepałam go po policzku.
-Już jesteśmy? Kristen! Jak się czujesz?- zapytał wystraszony.
-Spokojnie wszystko już dobrze, a teraz już chodź- pocałowałam go w usta i przedarłam się pierwsza przez Jaya.  Wyszłam z busu i oślepiło mnie słońce, rażące mnie prosto w twarz.  Następnie chwyciłam za swój bagaż i poszłam w stronę domu. Koło mnie pojawił się nagle Max.
-Boli Cię?- zapytał.
-Już mniej- uśmiechnęłam się szeroko. 

*W domu*
 
Dochodziła 17:00, byłam zmęczona, trochę głowa mnie bolała ale nie chce tak siedzieć i nic nie robić. Zapytam się Jaya czy pójdziemy się przejść ale najpierw przebiorę się w coś innego. Otworzyłam walizkę i wyciągnęłam to: 


Wyszłam z łazienki i zeszłam do salonu. Jay gadał z Nathem i Tomem.
-Czemu się przebrałaś?- zapytał gdy podeszłam do nich bliżej.
-Bo idziemy na spacer, zbieraj się- posłałam mu wrogi uśmiech i chwyciłam go za rękaw koszulki ciągnąc za sobą. 

*na spacerze*

-Chcesz gdzieś wstąpić?- zapytał.
-Tak, wstąpimy do spożywczego- chwyciłam go za rękę i skierowałam nas do sklepu. Szliśmy w ciszy nikt nic nie mówił, kompletna cisza! Zeszło 5 minut i byliśmy pod sklepem. Po wejściu chwyciłam za koszyk i poszłam w kierunku alkoholu.
-Chcesz piwo?- zapytałam Jaya, który stał za mną.
-Pewnie, będziemy pić na spacerze?
-Ja tak, Ty nie musisz- chwyciłam 2 butelki piwa i poszłam do kasy. Położyłam na blacie i czekałam aż facet za blatem je skasuje. 
-I 3 paczki prezerwatyw poproszę- powiedziałam do gościa. Tylko czułam ten wzrok Jaya na sobie. Haha pewnie już ma 100 pytań. Zapłaciłam i spakowałam do jednorazówki, wyszliśmy ze sklepu. W połowie drogi wyciągnęłam nam piwa, jedno podałam chłopakowi. Po otworzeniu swojego poszłam za plecy Jaya i skoczyłam mu na plecy, ten dał ręce pod moje kolana i w taki sposób nie musiałam iść na nogach. Kontem oka popatrzyłam na drogie, nagle jakiś czarny samochód przejechał koło nas. Strasznie zwolnił przy nas i widziałam 2 kolesiów za przednią szybą, na skórze pojawiły mi się ciarki i bez zastanowienia bardziej się przytuliłam w plecy loczka. Po spacerze wróciliśmy do domu chłopców, dzisiaj nocowałam w Jaya. To był dość dziwny spacer i do tego ten samochód, cała sytuacja wydawała mi się dziwna. W przedpokoju ściągnęłam buty i razem z Jayem za rękę poszliśmy sprawdzić, co porabia reszta. Max i Tom grali na padach w fife, Nareesha i Kelsey malowały sobie paznokcie, Siva i Nathan grali w bilarda.
-Idziemy spać, jestem strasznie padnięta?- powiedziałam do ucha Jayowi. 
-Pewnie- posłał mi jeden z najpiękniejszych uśmiechów na świecie i skierowaliśmy się w stronę „naszego” pokoju. Usiadłam na łóżku i zastanawiałam się, co mam zrobić. Jay usiadł koło mnie i chwycił mnie za rękę. 
-Nad, czym się tak zastanawiasz?- zapytał patrząc się na mnie.
-Idę się kąpać, zaraz wracam kochanie!- uderzyłam go ręką w udo i zrobiłam bardzo szeroki uśmiech, wyplątałam rękę i chwyciłam za piżamę. Weszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w krótkie bawełniane spodenki i koszulkę od Jaya. Umyłam zęby, starłam dzisiejszy makijaż i przeczesałam włosy zostawiając je na wolności xd Gdy wyszłam z łazienki zobaczyłam na łóżko śpiącego słodziaka! Położyłam się koło niego i zasnęłam. 

                                                                   _______
  


                            
Hej! Wiem długo musieliście czekać na ten rozdział, nie jest najlepszy. Strasznie się męczyłam pisząc go, nie wiem dlaczego. Ale nie przedłużając możecie dodawać się do obserwujących i komentować. :)

środa, 28 maja 2014

Rozdział dziewiąty


Do pokoju wszedł Nathan.
-Zbierajcie się, za chwilę wyjeżdżamy- powiedział i od razu wyszedł. 
-Rusz dupę McGuiness! 
-Czemu jesteś do mnie taka nie miła?!- wstał z łóżka i zrobił smutną minę.
-Czy ja kiedyś byłam miła? 
-Czasami jesteś...ale za to Cię kocham- podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło. Chłopak ogarnął się i poszedł zanieść bagaże. Pościeliłam łóżko i podlałam kwiatki, następnie spakowałam swoje rzeczy do torby. Razem poszliśmy w stronę przedpokoju. Big Kev i Max pakowali walizki do jednego z busów, a Tom i Siva z dziewczynami wsiadali do drugiego busu. Jay chwycił mnie za rękę i udaliśmy się do Tom`a. Usiadłam przy oknie.
*
-Ciekawe kiedy przyjdą...-zwróciłam się do dziewczyn.
-Już ich 3 godziny nie ma więc powinni zaraz być- powiedziała Nar. Nagle chłopcy weszli do pokoju za kulisami.
-Wow, było super. Dawno się tak nie bawiłem!- Tom wymachiwał rękami i usiadł koło Kels. 
-To co teraz będziemy robić?- zapytałam. 
-Teraz kochanie pojedziemy do hotelu i będziemy odpoczywać- Jay objął mnie ręką.
-Albo pojedziemy pić, taka tradycja- uśmiechnął się Nathan. 
* w hotelu *
-Jay jestem strasznie zmęczona, chce spać- rzuciłam torebkę w róg pokoju i kimłam sie na łóżko. 
-Zostaniemy tutaj nie bój się. Chcesz coś do jedzenia lub picia, bo idę do sklepu. 
-Wiesz..możesz mi kupić bagietkę czosnkową.

-Okej, zaraz wracam założył bluzę z kapturem i wyszedł. Udałam się w stronę łazienki, przybrałam się w krótkie bawełniane spodenki i za dużą koszulkę. Zmyłam makijaż i umyłam zęby, następnie zrobiłam niedbałego koka. Po wyjściu z łazienki podeszłam do balkonu i weszłam na zewnątrz, balkon był po tylnej stronie hotelu. Chwyciłam się barierki i patrzyłam w gwiazdy. Poczułam czyjąś rękę na ramieniu.
-Jesteś taka piękna- Jay odchylił prawy rękaw i zaczął mnie delikatnie całować. Odwróciłam się do niego i chwyciłam rękami za jego kark. Dotykaliśmy się nosem. Nasze usta się złączyły. 
-Jesteś pewna?- zapytał biorąc mnie na ręce ale nie przerywając pocałunku. 
-Tak- udaliśmy się do sypialni. 
*
Obudziły mnie poranne promienie słońca przedostające się przez okno. Zobaczyłam, że jestem sama. Powoli przeciągając się wstawałam z łóżka. Poszłam do łazienki, wzięłam chłodny prysznic i umyłam włosy szamponem, a następnie jeszcze raz odżywką. Po wejściu ubrałam się w czarną bieliznę, krótkie dżinsowe spodenki, białą bluzkę z wyciętymi po bokach ”rękawami” którą wsadziłam do spodenek. Wysuszyłam włosy, a następnie związałam je w ładnego, wysokiego koka. Nałożyłam makijaż i założyłam małe kolczyki. Wyszłam z łazienki, pościeliłam łóżko i trochę ogarnęłam pokój. Po chwili do pokoju wszedł Jay.
-Hej, gdzie byłeś kochanie? 
-Hej, a grałem z chłopakami w bilarda, Ty już nie spisz..?-położył na komodzie telefon i usiadł na łóżku. Ja w tym samym czasie składałam ubrania. 
-Widzisz, że stoję na nogach- uśmiechnęła się w jego stronę. 
-Haha widzisz, jesteś miła!
-Ahh tylko dla ciebie..ale czasami. Co dziś robimy, o której macie koncert?- wsadzałam kosmetyki do walizki. 
-Dzisiaj dopiero o 19:00 się zaczyna więc mamy dużo czasu dla siebie. 
-To więc przebierz się i idziemy na miasto.
-Jestem przecież ubrany? 
-Haha chyba żartujesz, że pójdziesz w tym na miasto? Zaraz Ci coś wybiorę! Za ten czas idź wziąść prysznic, umyj włosy i sie dokładnie ogol! Zrozumiano? 
-Tak pani profesor!- podszedł do łazienki, a ja przebierałam jego walizkę. Po przeczesaniu całej torby znalazłam odpowiednie ciuchy. 

Wzięłam je do reki  i podeszłam do łazienki.
-Jay, mogę wejść?  Rozdział dziewiąty
-Zapraszam- otworzyłam drzwi i zobaczyłam chłopaka w bokserkach, gorącego się. 
-Proszę, ubieraj się! Szybko wysusz włosy bo nie będę czekać- wyszłam z łazienki i zaczęłam ubierać swoje vansy. Wsadziłam do torebki telefon, portfel, podpaski i najważniejsze rzeczy jakie potrzebuje kobieta. Nie mam na dzień dzisiejszy okresu ale zawsze mogę go dostać. Po chwili Jay wyszedł z łazienki. 
-Omg ale z ciebie przystojniak! Chodź tu, chcę Cię dotknąć!- przysunął się do mnie. Dał mi namiętnego buziaka.
-Możemy iść- uśmiechnął się. -Jakiś plan? 
-Musimy zjeść śniadanie, następnie zakupy, a potem obiad. 
-To zapraszam do wyjścia- posłał mi uśmiech, otwierając drzwi. 
*
-Co myślisz o tej?
-Ładna jest. 
-Mówisz tak za każdym razem. 
-Bo wszystkie są ładne- uśmiechnął się. 
-Jay ja mówię poważnie!- zrobiłam smutną minę. 
-Jacie, weź tą i tą. 
-Wiesz co, masz całkowitą rację, chodź do kasy- kierowałam się w stronę ciemnej brunetki. Po zapłaceniu 2 sukienek, przyszedł czas na bieliznę. Szliśmy po galerii trzymając się za ręce, nagle podeszłym do nas 2 dziewczyny. Wydawały się tak na 15-16 lat.
-Hej... Jay.. mogę poprosić o autograf i zdjęcie? - zapytała jedna z nich. 
-Pewnie słońce!- podpisał jej płytę i zrobił zdjęcie, tak samo postąpił z drugą. Po spotkaniu fanek mogliśmy iść do sklepu z bielizną. 
* 2 godziny później *
-Mają tu bardzo dobre jedzenie- powiedziałam jedząc pyszny obiad. Nie rozumiem jak Jay może nie jeść mięsa, przecież to nie wykonalne! Zobaczyłam na zegarek, wow już 15:00.
-Jay, a w domu o której mamy być? 
-Myślę, że tak chyba o 16:00. Jeszcze się do pakujemy i o 17:00 mamy wyjazd do innego miasta. 
-Jest już 15:00, musimy się zbierać- po zjedzeniu obiadu, wstaliśmy od stołu i podążyliśmy w stronę samochodu. Oby dwoje weszliśmy do dużego czarnego auta i ruszyliśmy. Ze schowka wyciągnęłam czarne okulary i założyłam je na nos. Nasza podróż minęła w milczeniu ale w głębi duszy bardzo się cieszyłam z mojego zakupu. Patrzyłam przez okno i prawie zasypiałam, nagle Jay puścił radio. 
-Czy Ty zwariowałeś? Ja prawie zasypiam, a Ty mnie tak straszysz!- odskoczyłam od okna i nagle podniosło mi się ciśnienie do 300, aż okulary mi zleciały.
-Było cicho więc pomyślałem o radiu, przepraszam. 
-Kochany idiota!- podniosłam okulary i z powrotem je założyłam. Dojechaliśmy do hotelu, James zabrał wszystkie torby z zakupami i udaliśmy się w stronę naszego pokoju. Spakowaliśmy je do naszych walizek i gdy zobaczyliśmy na godzinę była 16:20. Położyłam torbę przy drzwiach. 
* 2 tygodnie później *
Dzisiaj już ostatni koncert, jak szybko to minęło, a ja nawet nie zwróciłam uwagi. Chłopcy będą mieli teraz chwilę wolnego po trasie UK, przyda im się wypoczynek, zasłużyli na to. Leżałam na łóżku w naszym pokoju i nie wiedziałam co zrobić, chłopcy grali koncert, a dziewczyny są za kulisami. Nie chciałam tam być bo i tak nie ma tam co robić. Wole posiedzieć na łóżku. 
-Jacie ale nudy!- zaczęłam gadać sama do siebie. Zobaczyłam na zegarek, dochodziła 22:00, a chłopaków jak nie ma tak nie ma. Przewróciłam się na prawy bok i zamknęłam oczy. Zasnęłam. 
*Oczami Jay'a*
Dochodziła już 22:16. Przekręciłem klucz i wszedłem do pokoju, zobaczyłem na łóżku skuloną Kristen. Pewnie na mnie czekała, zamknęłam drzwi i ściągnąłem buty, od razu poszła koszulka, spodnie i skarpetki. Uchyliłem okno bo było strasznie ciepło w pokoju, położyłem się koło ślicznej i zasnąłem.
*Rano* 
Sen przerwała mi ścierpnięta noga. Zegar powieszony na ścianie wskazywał 8:30. Zobaczyłem, że Kristen jeszcze śpi. Co ja mam robić? Nie chce jej budzić, a z drugiej strony nie chce tak siedzieć bezczynnie. Odwróciłem się w stronę dziewczyny i poprawiłem jej kosmyk włosów, który spadał jej na twarz. Dzisiaj wracamy do Londynu, tak szybko to minęło, cieszę się że koncertujemy, moje życie nie miałoby sensu. Co ja bym robił w domu? Pewnie u mamy pracował, a tak mam wspaniałych przyjaciół, piękna dziewczynę oczywiście wspaniałą rodzinę nazywająca się TWFanmily. 
Kristen machnęła lewą ręką i prosto mnie uderzyła w nos. 
-Kurde!- powiedziałem pod nosem, pod krwawiącym nosem. Udałem się w stronę łazienki, żeby przemyć nos z krwi. Gdy zrobiłem to co musiałem wyszedłem z łazienki. Przed nami dzisiaj ciężki dzień ..




niedziela, 11 maja 2014

Rozdział ósmy

Obudziły mnie jeżdżące samochody na polu, jak nie ciężarówki to autobusy. Popatrzylam na zegarek w telefonie dochodziła 10:00. Pomyślałam, że jeszcze 2 godziny do przyjścia Jay'a. Postanowiłam przygotować ciuchy w których wyjdę. Wybralam białą bokserkę, czarne dresy z większym krokiem, a ciasnymi nogawkami i czarna bluze. Ubiorę do tego air max'y i będzie dobrze. Położyłam ubrania na kanapie, następnie wzięłam prysznic i umylam się, nałożyłam makijaż i wyprostowałam włosy. Nie brudziłam ubrań więc chodziłam po domu w bieliźnie. Gdy zobaczyłam na zegarek była godzina 11:30. Szybko spakowałam kosmetyki, a najważniejsze rzeczy do torebki. Po chwili Jay zapukał do drzwi, udałam się w stronę chłopaka. -Hej wejdz- wpuściłam go do środka i dałam mu całusa na przywitanie. -Widzę, że jeszcze nie gotowa?- uśmiechnął się. -Gotowa, poczekaj tylko się ubiorę- poszłam do dużego pokoju gdzie były ubrania i włożyłam je na siebie.- Możemy już iść. -Gdzie masz bagaż? -Tam! -Gdzie? Te dwie walizki?- odwrócił się i patrzył na mnie jak na debilkę. -No, a co myslaleś?- zabrał walizki, ja chwyciłam torebkę i założyłam buty. Po wyjściu z domu, zamknęłam drzwi. *W samochodzie* Trzymaliśmy się za ręce, Jay co chwilę uśmiechał się do mnie. -Cieszysz się, że jedziesz z nami w trasę?- zapytał. -Tak, ale trochę się boję. -Haha, nie masz czego, gdy ja z chłopakami będziemy mieli koncert Ty i dziewczyny będziecie w pokoju za kulisami. Zawsze jak bedziesz miała problem to zawsze możesz mi powiedzieć, a jak mnie nie będzie to idź do dziewczyn lub do chłopaków. -Wiem- położyłam głowę na jego ramieniu. Zaczęło padać, krople deszczu spływały po szybach samochodu, jedna po drugiej. Uwielbiam słuchać jak krople deszczu obijają się o szyby lub o rynny. Po chwili byliśmy już pod domem. Jay wysiadł pierwszy, założył kaptur i wyciągnął walizki. Wyszłam z auta i z Jay'em szybko pobiegliśmy w stronę domu. Wparowaliśmy do mieszkania cali przemoczeni, Jay położył walizki w przedpokoju i zdjął mi bluzę i powiesił na wieszak, a następnie zrobił to samo. Zdjeliśmy buty i udaliśmy się w stronę salonu. Wszyscy stali koło kanapy, jednak kogoś mi brakowało, nie było Max'a. Przywitałam się z dziewczynami i chłopakami, usiadłam na kanapie, a zaraz koło mnie Jay. -Jay, wgl gdzie jest Max? -Siva powiedział, że jest w swoim pokoju. -Może pójdę się z nim przyeitać? W końcu ze wszystkimi się przywitałam. Zaraz przyjde kochanie- dałam mu buziaka i wstałam z kanapy, po chwili byłam pod drzwiami Max'a. Lekko zapukałam i weszłam do środka. -Max? Jesteś tu?- rozejrzałam się. -Tak, tu jestem- wyszedł ze swojej łazienki zakładając koszulkę. Podeszłam do niego i przytulałam się. -Max, musimy dać sobie spokój, ja jestem z Jay'em, a Ty musisz znaleść sobie dziewczyne. -Na razie jest dobrze, zobaczymy co potem- pocałował mnie w czoło i uśmiechnął się. *Wieczór* Siedziałam u Jay'a w pokoju na łóżku i przeglądałam internet. Z tego co wiem to Jay brał obok prysznic, po wyjściu usiadł obok mnie w reczniku zawiązanym na pasie i oparł się rękami do tyłu. -Co robisz?- zapytał z uśmiechem na twarzy. -A właściwie patrze na bluzki, zastanawiam się czy jakiejś sobie nie zamówić- Jay popatrzał na mnie i na telefon, po chwili wyciągnął rękę i zabrał mi telefon. -Jay co Ty robisz?- zbliżył swoją głowę i pomału mnie chciał pocałować. Nasze usta sie spotkały, to był bardzo namiętny, a zarazem delikatny pocałunek. Położyliśmy się na łóżku, Jay jeździł swoją ręką w okolicach brzucha. Chwyciłam go za kark i owinełam jedną nogą jego nogi. Nagle ktoś zaczął walić ręką o drzwi. -KOLACJA!!- po głosie było poznać, że to Nathan. Odsunęłam się trochę od Jay'a i uśmiechłam się. -Chodź bo nas zabiją!- podniosłam się z łóżka, chciałam wstanać jednak coś pociągło mnie spowrotem. -Na zawsze będzisz moja i nikomu Cię nie oddam!- pocałowaliśmy się, a następnie Jay ubrał krótkie spodenki. -Czy Ty zawsze chodzisz tak po domu?- zasmiałam się. -Coś nie tak? -No mi się podoba ten widok- chwyciłam go za rękę i poszliśmy na kolację. W kuchni wszyscy siedzieli przy dużym stole i zajadali pizze. Usiadłam obok Kels, a Jay obok mnie. Nałożyłam sobie kawałek pizzy i zaczęłam jeść. Przy stole było zabawnie bo każdy co chwile coś zrobił np. Siva rozbił szklankę. Wszyscy się śmiali i rozmawialiśmy między sobą. Oczywiście najwięcej rozmawiałam z Kelsey bo jedyna ona mnie rozumiała najlepiej. Była do mnie jak najlepsza przyjaciółka, którą zostawiłam w LA. Gdy będę miała czas to tylko do niej zadzwonię lub umówie się z nią na sype'ie. Mam nadzieję, że jeszcze mnie pamięta. Gdy kolacja się skończyła poszłam z Jay'em do pokoju, chwyciłam piżamę i wzięłam ciepłą kąpiel. Gdy wyszłam z wanny przemyłam twarz, umyłam zęby i zrobiłam koka. Po wyjściu z łazienki Jay już leżał na łóżku i grał na telefonie w Temple Run xd -No nareszcie jesteś- powiedział w stronę telefonu. -Zawsze mogę iść do domu- położyłam się i odwróciłam się tyłem do niego. -Nie przesadzaj- powiedział odkładając telefon na półkę. Przybliżył się do mnie i mnie przytulił. Na mojej twarzy od razu pojawił się szeroki usmiech. Do szczęścia nie potrzeba mi nic więcej jak miłości. Dochodziła 22:00, nie pójdę tak szybko spać, czemu nie poogladamy jakiegoś filmu? -Jay, chodź pooglądać jakiś film..? -Mi też się nie chce tak bezczynnie leżeć, nareszcie zaczynasz myśleć!- Jay zaczął się śmiać, a odwzajemniłam uśmiech i uderzyłam go w tors. -To bolało!- zaczął się masować. -No bo miało boleć- pocałowałam go w policzek. Gdy byliśmy już w salonie na kanapie siedział Nathan który trzymał w ręku pilot i przewijał kanały, a obok niego Siva z Nareeshą. -Co powiecie na jakiś film?-Jay zapytał. -Dobry pomysł, to ja może zajdę po resztę. *Następnego dnia* Obudziłam się około 8 rano, popatrzyłam się na Jay'a jeszcze spał. Postanowiłam się ogarnąć i przygotować do wyjazdu. Za oknem zapowiadała się boska pogoda więc nie będę się ciepło ubierała. Podeszłam do walizki i wyjechałam czerwone krótkie spodenki, białą bokserke z czarnym napisem "FuckLogic :D" i do tego czarno-czerwoną flanelową koszulę. Udałam się w stronę łazienki, wzięłam ciepły prysznic i umyłam włosy. Gdy wyszłam z prysznica zawinełam ręcznik we włosy i ubrałam przygotowane ubrania, następnie nałożyłam mocny makijaż i wysuszyłam włosy Jay'a suszarką. Zrobiłam luźnego warkocza na prawą stronę i wyszłam z łazienki. Chłopak jeszcze spał więc zrobie nam śniadanie. Zeszłam na dół do kuchni i wyciągnęłam patelnię. Po zrobieniu jajecznicy położyłam jeden duży tależ na tacke i nalałam do szklanek pomarańczowego soku. Po schodach starałam się utrzymać równowagę, udało się. Weszłam po cichu do pokoju i usiadłam na łóżku koło Jay'a. Pocałowałam go w usta. -Wstawaj kochanie- lekko dotknęłam jego brody. -Ohh czemu tak wcześnie?- zapytał otwierając oczy. -Bo zrobiłam nam śniadanie!- chwyciłam za swój widelec i nabrałam jedzenie. -Jak już zrobiłaś śniadanie to możesz mnie nakarmić- posłał mi lekki uśmiech. -Hahahaha jedz a nie bujaj w oblokach! Dzisiaj był dzień w którym pierwszy raz jechałam w trase koncertową TW! Nagle do pokoju wsz....

czwartek, 1 maja 2014

Rozdział siódmy

Co on tu robi? -Hej- uśmiechnął się w moją stronę. -Hej Max, co Ty tu robisz?- zapytałam. -Pomyślałem, że może obejrzymy jakiś film. -Okey, tylko ja nie mam żadnego!- wpuściłam go do domu. Zamknęłam drzwi i zaprowadziłam go do salonu. -Nie martw się, ja zabrałem parę filmów- usiadł na kanapie, a ja poszłam do kuchni, żeby nalać nam picie i nasypać do miski chipsów. -Chcesz piwo?!- zawołałam -No pewnie!- czemu on tu przyszedł? *o* Nawet z nim nigdy nie gadałam. Ale mogę przyznać, że jest mega przystojnym mężczyzną! Gdy już zrobiłam to co musiałam to skierowałam się w stronę Max'a. Jprdl...co on tu do cholery robi??!! xD Nie podoba mi się to! Położyłam na stoliku miskę i kufle, a następnie usiadłam koło Max'a. Jak on ślicznie pachnął, ale dobra to tylko Max. -To jaki wybierasz?- uśmiechnął się swoimi magicznymi wargami, które miały kształt serca. -Może ten!- odwzajemniałam uśmiech. Max wstał z kanapy i poszedł załączyć film, ja siedziałam nie ruchomo jakbym dostała zastrzyk unieruchamiający. Po chwili wrócił na swoje miejsce, gdy zaczął się film czułam się strasznie głupio, tak sztywno. Nie umiałam się przy nim wyluzować, bałam się, że nagle mi zacznie burczeć w brzuchu albo coś jeszcze innego co jest kompromitujące. Wzięłam kufel do ręki i wzięłam małego łyka piwa. Odłożyłam i wsadziłam ręce pod uda. Max założył swoją rękę na moje ramie. Nie miałam nic przeciwko więc się do niego przybliżyłam. Siedzieliśmy tak przez następnie 2 minuty. Max odwrócił głowę w moją stronę i nosem przejechał po mojej głowie. Nie wiedziałam co mnie naszło ale chciałam się z nim przespać. Odwróciłam się do niego i prawą ręką chwyciłam jego szyję, przybliżyłam swoją głowę tak aby mój nos dotknął jego. Max pocałował mnie namiętnie tak jak jeszcze nikt mnie nie pocałował! To było coś cudownego, czułam się taka wolna, całował mnie tak delikatnie, że prawie go nie czułam. Podniosłam się i usiadłam na nim, cały czas całowaliśmy się tylko co raz bardziej namiętniej. Max chwycił moje uda dwoma rękami i wstał, szedł w stronę sypialni nie wiedząc gdzie ona jest. -W lewo, na górę!- powiedziałam przerywając nasz pocałunek ale tylko na sekundę. Prawię przewróciliśmy się na schodach, po drodze ściągnęłam mu koszulkę, a on moją. Rozpinałam mu rozporek, a on trzymał mnie za żebra. Doszliśmy do sypialni, Max delikatnie położył mnie na łóżku, masując mnie po ciele. Po chwili już wszystko było jasne, przespałam się z Max'em. W tej chwili nic mnie nie obchodziło! Gdy minęło 20 minut, Max oderwał się ode mnie i znów się uśmiechnął! Matko ale on jest męski! Pocałował mnie ostatni raz i położył się koło mnie. Byliśmy przykryci białą kołdrą, która dosięgała moich piersi. -Jak się czujesz?- zapytał zmęczonym głosem. -Idealnie, a Ty?- zapytałam. -Tak samo!- odetchnął. -Chcesz powtórzyć? -Tak! Oczami:Jay'a Właśnie wsiadałem do samochodu, aby poinformować Kristen o trasie koncertowej. Dobrze, że mieszkała blisko mnie. Byłem już prawie pod jej domem. Wysiadłem z auta, zatrzaskując drzwi. Oczami: Kristen -Max, co to było?!?!- oderwałam się od jego ust. Podniósł się z łóżka powoli zerkając przez okno. -To Jay! -Ubieraj się! Wyjdź tylnym wyjściem, jest w kuchni! Szybko!- założyłam szlafrok na siebie i zeszłam szybkim krokiem na dół z Max'em. -Gdy zadzwoni, wtedy wyjdziesz! Ok? -No dobra!- pokazałam mu tylne wyjście. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. -Byłaś niesamowita!- puścił mi lewe oczko i pobiegną do wyjścia. Podeszłam do drzwi wejściowych i otworzyłam leciutko drzwi, zobaczyłam uśmiechniętego Jay'a. -Hej, kochanie!- pocałował mnie w policzek, a ja wyszłam przed dom. -Hej- odwzajemniłam gdy zobaczyłam jak Max biegnie za plecami Jay'a. Pokazałam mu oczami, że ma się wynosić. -Nie wejdziemy do środka?- zapytał zdziwiony. -Nie wiesz...źle się czuję, właśnie się obudziłam. -Bo jest taka sprawa...trasa koncertowa się przełożyła i pierwszy koncert jest już w czwartek. Ze względu, że Tom i Siva biorą swoje dziewczyny to mam nadzieję, że pojedziesz ze mną. -Przynajmniej będę przy tobie- uśmiechnęłam się. -To ja może zostawię się samą, bo do środy musisz już być zdrowa, bo wieczorem w środę nocujesz u mnie- dał mi buziaka i poszedł, wróciłam do domu. Postanowiłam posprzątać ten syf co został po mnie i Max'owi. Oczami: Max'a Przyszedłem do domu, pierwsze co zrobiłem to wziąłem zimny prysznic. Po szybkim ogarnięciu się zszedłem do kuchni, żeby coś zjeść. Po chwili do domu wszedł Jay. -Możemy porozmawiać?- zapytałem wstając z krzesła. -Okey!- poszliśmy razem na taras, wyciągnąłem z kieszeni fajkę i ją odpaliłem. -Jesteś z Kristen? -Może tak, może nie, a co cię tak interesuje? -Czysta ciekawość- zaciągnąłem się papierosem. Wyrzuciłem fajkę na ziemie i podeptałem ją nogą. Wszedłem do domu i odetchnąłem. Gdy przemyślałem sobie wszystko, postanowiłem pojechać znowu do Kristen. *30 minut później* Oczami: Kristen Właśnie skończyłam sprzątać cały dom, nie tylko posprzątałam po mnie i po Max'ie ale i pomyłam podłogi itp. Wreszcie mogłam odpocząć, usiadłam na kanapie w salonie i rozłożyłam nogi na stole. Odkręciłam butelkę wody i zrobiłam duży łyk. Zamknęłam oczy i zasnęłam. *2 minuty później* O Jezu, ktoś puka. Kto zaś.. Wstałam niechętnie z kanapy chwytając się za głowę, podeszłam do drzwi i przekręciłam klucz, a następnie otworzyłam drzwi. -Zaś Ty..?- podeszłam do Max’a i się mocno w niego wtuliłam. -Jak mnie tu nie chcesz, to mogę iść do domu w każdej chwili- uśmiechnął się i pocałował mnie. Weszliśmy do domu. -Muszę się spakować na jutro, pomożesz mi?- zapytałam, obejmując Max’a. -Oczywiście- dostałam buziaka w policzek. -Najpierw idź na strych i znieś mi 2 duże walizki, takie granatowe- pokazałam mu ręką w którym kierunku ma iść. -Po co Ci 2 walizki? Mi wystarczy mała torba! -No idź!- od razu mnie posłuchał, jak tylko podniosłam głos ale uśmiechnęłam się. Podeszłam do mojej dużej garderoby i zaczęłam przebierać ciuchy. Za dużo ich mam -.- chyba oddam bezdomnym. Wybierałam najładniejsze i najpotrzebniejsze ciuchy na każdą okazję. Po chwili ujrzałam Max’ia jak szedł z dwoma walizkami, -Max’iu, jaki Ty silny- oparłam się bokiem o szafę. Max położył walizki i podszedł do mnie. Poprawił mi kosmyk włosów i pocałował mnie z dużą energią.- Bierz się do roboty, a nie!- odeszłam od niego przerywając nasz pocałunek, chwyciłam za koszulkę i zaczęłam ją składać. -Co mam teraz zrobić?- uśmiechnął się. -Zajmij się bielizną!- ruszyłam brwiami do góry i na dół z uśmiechem. -Wole to zajęcie, niż noszenie walizek.- Podszedł do szuflady z bielizną i zaczął przebierać z uśmiechem na twarzy. -To co wybierzesz połóż na łóżko- ja wróciłam do swojego zajęcia. Wybrałam 6 par rurek, 4 różne pary legginsów, 20 koszulek na krótki rękaw i na ramiączkach, 5 bluz z zamkami i bez. Chyba to mi wystarczy a resztę ubrań sobie kupię. Potem dopakuje skarpetki itp. Zobaczyłam na łóżko by sprawdzić co Max wybrał. Dziwem wszystko było w porządku, razem spakowaliśmy ubrania do walizki, jutro dopakuje kosmetyki. Usiedliśmy na łóżko. -Skończyliśmy!- uśmiechnęłam się w jego stronę. -Co robimy?- chwycił mnie za rękę. -Nie wiem- zrobiłam smutną minę. -Wiem! Ubieraj się, pokaże Ci coś!- wstał z łóżka i podniósł mnie. Przebrałam się w komplet ubrań. Ściemniało się już na polu, więc ubrałam się dość ciepło. Wyszliśmy z domu, Max chwycił mnie za rękę, po chwili skręciliśmy w ciemną uliczkę. Idąc przez nią około 15 minut, zaczynałam się bać i miałam ciarki na rękach i nogach. Po chwili byliśmy w dużym parku, którego nigdy nie widziałam. Było ślicznie, drzewa były ozdobione małymi lampkami, na środku znajdowała się fontanna ale woda pryskała od razu z ziemi. Można było się w niej bawić i wygłupiać. Byłam zachwycona tym wszystkim, chciałabym tu zostać do końca życia. Max nagle wziął mnie na ręce i zaczął biec w stronę fontanny. -Max co Ty robisz? Tylko nie do fontanny!- zaczęłam się wyrywać z rąk Max’a. -Nie przesadzaj, trochę wody Ci nie zaszkodzi!- i stało się! Wlecieliśmy do fontanny, Max postawił mnie na nogi i zaczął chlapać we mnie wodą i łapać. Biegaliśmy po całej fontannie, w tej chwili o wszystkich problemach i smutkach zapomniałam. Nagle Max złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę, chwycił dwoma rękami moją twarz i mnie pocałował. Krople wody spływały po nas ciurkiem, to było takie romantyczne. *godzina później* Max odprowadził mnie do domu i poszedł do siebie, ja od razu skierowałam się do łazienki, żeby ściągnąć z siebie mokre ciuchy. Wzięłam gorącą kąpiel z bąbelkami i przebrałam się w piżamę. Położyłam się do łóżka, położyłam telefon koło siebie. Po chwili dostałam sms, zobaczyła na ekran kto do mnie napisał. To był Jay, odblokowałam telefon i zobaczyłam na wiadomość. -Hej, jak się czujesz?- odpisałam mu. -Hej, już dobrze, właśnie się położyłam do łóżka. Co robisz? -To samo co Ty, jesteś już gotowa na jutro? -Tak, zwarta i gotowa. -Przyjadę po ciebie jutro o 12:00, zjemy razem obiad, a potem jest impreza, ale w domu. -Dobrze, ja idę spać dobranoc kochanie! -Dobranoc, miłych snów. Kocham Cię!- odłożyłam telefon i poszłam spać. ******** Hej, długo mnie tu nie było ale nie jest łatwo  Bardzo przepraszał za czcionkę i że się tak źle czyta ale nie dałam rady inaczej  Mam nadzieję, że to nic nie zmieni i nadal będziecie go czytać  Niedługo dodam następny ! PAPA KOCHANI !

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział szósty


Obudziłem się o 8 45. Popatrzyłem się w sufit i odetchnąłem głęboko wypuszczając powietrze.
-Co ja mam teraz robić- zadawałem sobie pytanie za pytaniem. 
*7 godzin później*
Oczami: Tom'a
Postanowiłem zobaczyć jak się trzyma Jay, może potrzebuje trochę się wygadać. Zapukałem po cichu do drzwi. Nikt nie otwierał ani nie było słychać głosu Jay'a, otworzyłem po cichu i wychyliłem sie z poza drzwi. Omg! Jay!
 -Nic Ci nie jest?!- leżał na ziemi oparty o lóżko w samych bokserkach i cały był od ran i krwi. W ręku trzymał żyletkę, która była naostrzona bardzo mocno. Chwyciłem go jedną ręką pod głowę i pomału dotknąłem jego krwawiących ran na rękach i nogach. -POMOCY !!- zawołałem z całej siły, po chwili przybiegł Max, który rozłożył ręcznik na lóżko Jay'a a następnie go położyliśmy na nim. Max pobiegł szybko po miskę wody i po ścierki żeby go umyć, Jay ledwo patrzył na oczy. Jedynie co jakiś czas coś mamrał do siebie. Nie mogliśmy zadzwonić po karetkę bo rozeszło by się po całych mediach. Postanowiłem powiedzieć Kelsey co się stało i żeby zadzwoniła do Kristen. Po chwili już Jay był umyty i rany zalepiłem plastrami. Przykryłem go kocem, a po chwili Jay spał.   
-Przyjdzie Kristen?- zapytałem Kelsey, chwytając ją w tali.
-Mówiła że postara się jak najszybciej przyjechać, bardzo nią to wstrząsnęło- przytuliła się i położyła swoją głowę na moje ramię.
-Nie dziwie się, wszystko się dzieje tak szybko. Za chwile trasa i spotkania z fanami, będziemy mieli miej czasu dla siebie- pogłaskałem ją po głowie.
 -Tom, to jest twoja praca i musisz grać koncerty. Robisz to co kochasz.
*30 minut później* 
Do drzwi zapukała Kristen. Nie zdążyłem nawet się z nią przywitać, a ona wleciała do domu jak błyskawica.
-Gdzie jest Jay!?- podleciała do Kelsey, była wystraszona tym co sie stało.
-Jest na górze, śpi- Kristen pobiegła w stronę schodów. Przed drzwiami Jay'a stanęła i zdjęła kurtkę, a następnie chwyciła ja do reki.
Oczami: Kristen
Lekko otworzyłam drzwi i zobaczyłam Jay'a, który miał pełno zalepionych rannych. Podeszłam do niego pomału i usiadłam bokiem na łóżku.
 -Zostawimy was samych- powiedział Tom i zamknął za sobą drzwi. Na szczęście spal, chwyciłam go za rękę i przyglądałam. Miał takie śliczne włosy, które spadały mu na oczy i co chwile je poprawiałam. Nagle Jay zaczynał sie kręcić i powoli otwierał oczy. Popatrzał sie na mnie i tempem natychmiastowym podniósł sie do pozycji siedzącej.
 -Kristen!!
-Cicho! Połóż sie- lekko popchałam go za klatkę piersiowa i przejechałam palcem po jego dłoni. -Wybaczysz mi?- zapytał, marszcząc brwi z bólu.
-Tak, a teraz odpoczywaj. Zostanę przy tobie aż sie poczujesz lepiej. Dobrze?
-Dobrze- uśmiechnął się. Było widać, ze sie cieszy, bo co chwile sie uśmiechał nawet gdy patrzył na ścianę lub sufit. Byłam szczęśliwa jak byłam kolo Jay’a, mimo to ze mnie zranił. Żadnemu innemu bym nie wybaczyła nawet za 10000 czerwonych róż. Wiedziałam ze to ten któremu mogę po wieżyc cale życie. Położyłam się delikatnie kolo Jay’a, a on objął mnie ręką. Trzymałam go nadal za rękę, żeby czul ze nie jest sam. Pocałowałam go w policzek, a gdy odwrócił głowę uśmiechnęłam się.
-Przynieść Ci cos? Chcesz wody?- zapytałam, przyglądając sie naszym dłonią.
-Nie, wystarczy, ze tu jesteś. Przez następną godzinę leżeliśmy i co jakiś czas rozmawialiśmy. Nadszedł wieczór. Po godzinnej drzemce, zapytałam sie Jay’a czy mogę zostać na noc bo nie chce go zostawiać samego. Nie miał nic przeciwko, właściwie sie bardzo ucieszył. Pożyczyłam od niego dużą koszulkę i poszłam sie wykąpać. Zdjęłam ubrania i weszłam pod prysznic. Związałam włosy w koka, żeby nie zamoczyć. Po wejściu wypłukałam usta i przemyłam buzie. Zjadłam szybko miętowego cukierka, żeby odsieczy oddech i wyszłam z łazienki. Jay'a nie było w pokoju. O nie! Co ja mam zrobić? Boje sie tak zejść na dół! Nie! Posiedzę tutaj . Usiadłam na łóżku i podkurczyłam nogi, a następnie przykryłam sie kołdrą. Po paru minutach Jay przyszedł do pokoju. 
-A Ty gdzie byłeś?- uśmiechnęłam sie do niego.
ałam.
-A tak..pogadałem z przyjaciółmi- zgasił światło i usiadł kolo mnie. Położyłam sie na prawym boku, a Jay tak samo w moja stronę.
-O czym teraz myślisz- zapytałam.
-O Tobie- patrzyliśmy sie prosto w oczy.
-A co takiego o mnie myślisz?
-Zastanawiam się czy mogę cię teraz pocałować?!- zbliżył się w moją stronę.
-Spróbować nie zaszkodzi...może Ci się uda- uśmiechnęłam sie z wrogimi oczami. Jay powoli przysuwał sie do mojej twarzy, nasze nosy juz sie dotykały następnie Jay delikatnie musnął moje usta.
-Udało mi sie!- zaśmiał sie, będąc blisko mnie. Nie mogłam tak tego zostawić...pocałowałam go z duża namiętnością. Jay dźwignął sie i praktycznie leżał na mnie przodem. Objęłam go rekami wokół karku i ścisnęłam palce zawijając je w pięść. Chłopak trzymał mnie za policzek. Nagle do pokoju ktoś wszedł, nie wiedzieliśmy kto.
-Gdzie jest ten telefon...- cicho mówił do siebie. Po glosie było poznać, ze to był Nathan. Chciało mi się śmiać ale nie mogłam nas wydać. Po chwili Nath wyszedł i znów zostaliśmy sami.
-Hahahaha- zaczęłam sie śmiać na glos.- Przepraszam ale nie mogłam wytrzymać.
-Haha spokojnie kochanie.
-Jak tu będę tak przychodzić, to musisz zamontować zamek do drzwi.
-Zapamiętam!- po czym znów zaczęliśmy sie całować, tym razem Jay schodził coraz niżej, najpierw po szyi, docierając do piersi.
-Jay! Przepraszam...ale ja nie mogę. Jak sobie wyobrażam Ciebie...i ja..
-Rozumiem- odsunął sie ode mnie, poprawiając mi koszulkę. Odwrócił sie do mnie plecami, i udawał ze próbuje zasnąć.
-Jay. Wiem, ze nie chcesz zasnąć. Porozmawiajmy, może do Ciebie nic sie nie stało ale ja chciałam sie wiele razy zabić i to bym jeden z tych dni. Zależało mi na tobie jak na nikim innym. I nadal zależy, tylko teraz musze odzyskać twoje zaufanie. Nie oszukujmy sie! Zdradziłeś mnie! Ale ja Ci to wybaczyłam, bo zrozumiałam, ze człowiek popełnia dużo błędów w swoim życiu. Ty właśnie go popełniłeś i chcesz go naprawić. Lecz to dużo kosztuje- odwrócił sie i złapał mnie za rękę.
-Tak wiem, zdaje sobie z tego sprawę co zrobiłem i strasznie tego żałuje. Nie pomyślałem o Tobie i źle sie z tym czuje. Niepotrzebnie tyle piłem, to moja wina. To moja wina, ze straciłem twoje zaufanie, mam nadzieje, ze kiedyś je odzyskam i ciebie w pełni całości tez. Moje słowa nie wyraża tego wszystkiego co naprawdę do ciebie czuje, po prostu chciałem ci powiedzieć, ze Cię kocham!
-Ja Ciebie tez!- rzuciłam sie w jego ramiona, z tego wszystkiego popłynęły mi łzy i zaczęłam lekko płakać.
-Nie płacz!- pocałował mnie delikatnie w usta i wyszeptał mi do ucha "Dobranoc".
*Rano*
Zaczęłam sie kręcić z nerwów. Wystraszyłam sie i zaczęłam wykrzykiwać "Jay". Obudził mnie sen.
-Kristen, nic Ci nie jest?- Jay chwycił mnie za ramie.
-Omg! Miałam koszmar- chwyciłam sie za głowę, przecierając oczy.
-Co Ci sie śniło?- zapytał.
-Że Cię strąciłam- przytuliłam go mocno.
-Nie stracisz mnie, nigdy-  jeździł rekami po moich plecach, a następnie pocałował mnie w czoło. Leżeliśmy tak przez następne 10 minut. Postanowiliśmy, ze zejdziemy na dół i zjemy śniadanie. Pomogłam Jay'owi wstać z łóżka i chwyciłam go pod rękę, żeby lepiej sie mu szło. Szliśmy przez jasny korytarz na którym wisiały rożne małe obrazki, a na ziemi leżały kwiatki. Z daleka było juz widać kuchnie, a w tle były czyjeś plecy. Po wejściu do kuchni zobaczyliśmy wszystkich i siedzieli przy blacie kuchennym zajadając kanapki.
-Wyspaliście sie?- zapytał Siva, machając do nas.
-No pewnie, a Ty Nathan następnym razem nie wchodź do mojego pokoju bez pukania- uśmiechnął sie Jay do mnie. Usiedliśmy kolo nich i podałam Jay'owi kanapki.- I do tego w nocy- poruszył brwiami, patrząc sie prosto w oczy Max'a. Juz wszyscy wiedzieli o co chodzi. To było dziwne, ale nic sie takiego nie wydarzyło. Nie chce sie śpieszyć, a wiem, ze Jay mnie rozumie.
-No my juz wiemy, o co Ci Jay chodzi!- zaśmiał sie Tom tym swoim śmiesznym głosem.
-Ale śmieszne!- powiedziałam, zaczynając sie śmiać. Po zjedzeniu wszystkich kanapek udałam sie do pokoju, żeby sie umyć. Dobrze, ze każdy pokój ma swoja łazienkę. Chwyciłam moje ubrania i poszłam do łazienki. Położyłam je na blacie i oparłam sie rekami, co ja mam teraz zrobić? Zepnę łam włosy w koka żeby nie było tak mocno widać, ze ich nie czesałam. Następnie przemyłam twarz ziemna woda, przy umywalce były 2 szczoteczki do zębów. Pierwsza musiała być od Jay’a, a ta druga? Juz mam dziwne myśli, dobra pierdole to. Ubrałam sie i wyszłam z łazienki. Zeszłam na dół gdzie wszyscy siedzieli.
-Jay, zawieziesz mnie do domu?- zapytałam, zakładając bluzę.
-W bokserkach i koszulce?- uśmiechnął się.
-Na co czekasz, idź po te spodnie- po chwili Jay juz stal obok mnie. Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do auta.
-Obiecasz mi cos?- zapytałam.
-Zależy co...- uśmiechnął sie i odwracając głowę na parę sekund w moja stronę.
-Juz nigdy sie nie tnij, nigdy. Rozumiesz nigdy!?
-Obiecuje.
*15 Minut później*
Przyjechaliśmy pod dom, wyszliśmy z samochodu i szliśmy w stronę drzwi. Stanęliśmy w otwartych drzwiach.
-Mam nadzieję, ze nie sprawiłem Ci problemów.
-Oszalałeś, ale mnie wystraszyłeś, tak mocno- zaśmiałam się.
-Przepraszam- przytulił mnie. Pocałowaliśmy sie na pożegnanie.
-Do zobaczenia- pomachał mi ręką.
-Pa- uśmiechnęłam i zamknęłam drzwi.
Oczami: Jay'a
Wróciłem do domu, wziąłem prysznic, założyłem ciuchy po domu i zeszedłem na dol. Usiadłem w dużym pokoju na kanapie i włączyłem telewizor. Nagle Max i Nathan usiedli kolo mnie.
-Jay, mamy zła wiadomość- powiedział Max.
-Jaką?- zapytałem, będąc coraz bardziej zdenerwowany. -Scooter do nas zadzwonił i przełożyli terminy trasy koncertowej.
-Na kiedy? Miała być dopiero za miesiąc!
-W czwartek jest pierwszy koncert- powiedział Nathan.
-Co?? Przecież jest poniedziałek! Kels, Nareesha i Aili jada z nami?- zapytałem.
-Kelsey na pewno, Nareesha chyba tak chociaż ma jakieś problemy z praca, a Aili nie może bo ma prace- Nathan poklepał mnie po plecach.
-Zadzwonię do niego!- wstałem i poszedłem po telefon. Po oczekiwaniach aż odbierze, nareszcie odebrał słuchawkę.
-Scooter?? To ja Jay mam do ciebie sprawę.
-Jaka?- zapytał ze znudzeniem.
-Bo juz w czwartek jest pierwszy koncert z trasy koncertowej po UK?
-Tak.
-Może jechać ze mną dziewczyna?!
-No przecież jak pozwoliłem Kels i Nareesha’y jechać to czemu ona nie może.
-Dobra, dzięki!- rozłączyłem się. Poczułem ulgę, teraz wystarczy powiedzieć Kristen i juz, ale to potem.
Oczami: Kristen
Usiadłam przez telewizorem i puściłam TV. Leciałam po wszystkich kanałach, nic sie nie dzieje w tej telewizji. Może zadzwonię do Mamy. Wzięłam telefon do reki i wyszukałam numer mamy.
-Hej, mamuś! Co u was słychać? 

-O hej kochanie! Dawno nie dzwoniłaś. A po staremu, lepiej mów co tam u ciebie!?- usłyszałam glos mojej ukochanej mamy, za która tak bardzo tęsknie. Zawsze jak miałam jakiś problem to szlam do niej, zawsze mogłam czuć sie przy niej, ze nie jestem sama. Mam z nią dużo miłych i fajnych wspomnień. Musze ja w końcu odwiedzić.
-A jakoś leci, przez ostatni czas zastanawiam sie czy nie poszukać sobie w końcu jakiejś pracy albo iść na studia.
-To dobry pomyśl, a poznałaś jakiegoś chłopaka?- było poznać, ze sie uśmiecha do telefonu.
-Mamo...właściwie to tak.
-To opowiadaj!
-No ma na imię Jay i...-usłyszałam dzwonek do drzwi.- Przepraszam mamo ale musze kończyć, ktoś przyszedł. Pa
-No pa kochanie- rozłączyłam sie i odłożyłam telefon na stoliku. Kto to może być, wstałam z kanapy i podążyłam w stronę drzwi. Przekręciłam klucz i wychyliłam sie ze drzwi. Przed wejściem czekał Max.


                                                               *  *  *  *  *
Heeej! Jest już następny rozdział :) Mam nadzieje, że się spodoba! Wprowadzam  małą zasadę,  na razie po 3 komentarzach bd dodawała następny rozdział :)